poniedziałek, 23 stycznia 2017

Hotaru - OOAK.

To była pierwsza laleczka, którą zakupiłam po bardzo długiej przerwie na... dorastanie. Zachwyciła mnie już w sklepie. Długie włosy, artykułowane stawy i to drobniutkie ciałko z dużą głową.
No, po prostu "wow"!
Była taka śliczniutka... Postanowiłam ją mieć.

Briar Beauty - Ever After High; zdjęcie z sieci
Ale, ale, ale... Krótko po zakupie okazało się, że lalka ma tyle kleju w główce, że przy wyższych temperaturach zaczynał on dosłownie spływać z włosów. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Wszelkie próby ratowania jej włosów kończyły się jeszcze większą katastrofą.
Klamka zapadła - golenie na zero i reroot.
A przy okazji... Zmyłam różowy kolor z oczu i ust, bo nijak mi nie pasował do nowego koloru włosów.
Hotaru, bo takie imię jej nadałam, wygląda teraz tak:





Czy lepiej?
Tak, czy siak, jest i będzie moją ulubienicą.

środa, 4 stycznia 2017

Z totalnym poślizgiem.

Dostałam ją pod choinkę, ale sama bym jej sobie nie kupiła. Może dlatego, że mnie nie zachwyciła, jej koleżanki także nie. Ot, kolejna laleczka z jakiegoś serialu.
Po wypakowaniu z pudełka okazało się, że jej ciałko jest wątłe, bardzo delikatne i ma niedoróbki.
No i o zgrozo!, ma krzywy make up!
Opakowanie mówi samo za siebie, dlatego o szerszy opis się nie pokuszę.

fot. Haruka A. Thorn
Jednak...
Im dłużej się jej przyglądałam, tym bardziej mi się podobała.
Ma obłędne oczy i fantastyczny kolor włosów. Potrafi też samodzielnie stać.
Poniżej przedstawiam Cam z poprawionym makijażem i w nowych ciuszkach.







Wszystkiego najlepszego w 2017 roku :)