poniedziałek, 21 listopada 2016

Się uparłam...

... na Rudą. Raisa, dzięki swoim miedzianym włosom i ciepłemu spojrzeniu, nadaje jesiennej szarudze nowego wymiaru. Odcina się od wszechobecnej szarości, uświadamiając mi, że najbliższe miesiące wcale nie muszą być przygnębiające, wyprane z koloru, otulone szczelnie tęsknotą za cieplejszymi dniami, wiosną, latem...
Ta laleczka ma w sobie coś, co mnie bardzo do niej przyciąga...






wtorek, 15 listopada 2016

Kilka słonecznych promyków.

Co prawda, pogoda nas nie rozpieszcza i jak na listopad przystało, wokół jest raczej szaro i doskwiera chłód, ale... nawet w zimny, listopadowy dzień można się zdziwić, gdy nagle... zza chmur wyjrzy słońce.
Okazuje się, że chcąc "złapać" trochę naturalnego światła, trzeba być zawsze przygotowanym.
Korzystając z sytuacji, pstryknęłam kilka fotek (ok, kilkadziesiąt, ale jakimś cudem udało mi się wybrać "tych" kilka )






Do zdjęć, w ciepłym płaszczyku 
z podszewką, pozuje Raisa 
(Barbie MtM).

czwartek, 27 października 2016

środa, 12 października 2016

Początek.

Na początku była fascynacja małej dziewczynki lalkami barbie. Ich podobieństwem do normalnego człowieka... Ich ciałem, pięknymi buziami i włosami... Nigdy nie przepadałam za lalkami typu baby-born, szmaciankami, czy też plastikowymi klonami kilkuletniego dziecka.
Barbie..., choć miałam tylko jedną, intrygowała mnie niesamowicie.
Mając niespełna sześć lat, nauczyłam się szyć i od tej pory świat lalek wydawał mi się jeszcze piękniejszy, bo sama mogłam tworzyć wymyślone przez siebie kreacje. Nie było to jakieś tam skomplikowane dzieła, ale dawały mi poczucie, że gdy tylko zechcę, mogę wszystko i ogranicza mnie jedynie własna wyobraźnia.

Dorastanie sprawiło, że barbie odeszła w zapomnienie. Na dobrych dwadzieścia lat zamieszkała w kartonie na dnie szafy.
Uwierzyłam, że z pewnych rzeczy się wyrasta...

Jednak, co ma wisieć, nie utonie i w dobie wszelkiego rozwoju i dobrobytu, świat lalek odkrywam na nowo. Z tym, że przez lata nie spoczywałam na laurach i mimo tego, że nie szyłam już dla lalek, a życie potoczyło się tak, a nie inaczej, poszerzałam swoje umiejętności w stronę szydełkowania i robienia na drutach.

Niespełna rok temu odkurzyłam zamiłowanie do barbie. Niestety lalki z dzieciństwa już nie posiadam, ale za to mam kilka egzemplarzy z najnowszych kolekcji - fashionistas style oraz made to move - które będę prezentować na tym blogu.
Nie jestem kolekcjonerką i nie mam na to widoków, za to tworzenie dla lalek...
Jest pasją, relaksem i radością.

Zatem... zapraszam do odwiedzania mojego bloga.